
Kiedy historia boli zbyt mocno, by ją zmienić
Ten wpis powstał w wyniku zbiegu ostatnich wydarzeń: zabójstwa Renee Good w Minneapolis, filmu o dysonansie poznawczym wyjaśniającego utrwalone poglądy obu stron sceny politycznej w Stanach Zjednoczonych oraz dwóch wypadków śmiertelnych z udziałem dzieci podczas nurkowania w USA – jednego w Parku Narodowym Glacier, a drugiego w Dallas w Teksasie – które miały miejsce w ostatnich latach. Mam nadzieję, że ten wpis w pewnym stopniu wyjaśni, w jaki sposób reagujemy, gdy dzieci giną podczas nurkowania, oraz dlaczego ta reakcja nie zawsze służy potrzebie wyciągania wniosków. Wpis ten nawiązuje do wpisu z początku tego roku, który zgłębia moralny wymiar dochodzenia.
===================================
Są takie wypadki nurkowe, które wywołują w społeczności zupełnie inne reakcje. Pozostają w pamięci dłużej, budzą silniejsze emocje i powodują głębsze podziały opinii niż inne. Do tej kategorii zdecydowanie należą wypadki śmiertelne z udziałem dzieci. Przekraczają one granice poziomów doświadczenia, podziałów między organizacjami i filozofii szkoleniowych, a także podważają głęboko zakorzenione przekonania dotyczące bezpieczeństwa, kompetencji i kontroli w sposób, w jaki wypadki z udziałem dorosłych zazwyczaj tego nie powodują.
Niemal bez wyjątku powtarza się ten sam schemat. Pojawiają się podstawowe fakty, czasem jednoznaczne, czasem niekompletne, a w ciągu kilku godzin interpretacje zaczynają się utrwalać. Ludzie czytają te same raporty, oglądają te same nagrania lub opierają się na tych samych podsumowaniach, a mimo to dochodzą do bardzo różnych wniosków na temat tego, co „naprawdę” się wydarzyło, a co ważniejsze – jaka powinna być z tego płynąca lekcja.
Ta rozbieżność rzadko dotyczy wiedzy lub intencji. Nie chodzi o to, że niektórzy dbają o bezpieczeństwo, a inni nie. Chodzi o to, jak ludzie reagują na wydarzenia, które zagrażają ich światopoglądowi, szczególnie gdy wydarzenia te dotyczą dzieci i podważają przekonanie, że systemy nurkowe zapewniają całkowite bezpieczeństwo, o ile przestrzega się zasad.
Potrzeba wyjaśnienia tego, co nie do zniesienia
Kiedy dziecko ginie podczas nurkowania, ta niejasność staje się niezwykle niekomfortowa. Myśl, że aktywność przedstawiana jako kontrolowana, stopniowa i bezpieczna może doprowadzić do takiego wyniku, nie jest łatwa do zaakceptowania dla rodziców, instruktorów, organizacji ani szerszej społeczności. Zmusza nas to do zmierzenia się z kruchością założeń, na których opieramy nasze poczucie bezpieczeństwa – założeń dotyczących szkolenia, nadzoru, doświadczenia i profesjonalizmu.
W odpowiedzi spieszymy się z wyjaśnieniami. Wyjaśnienia pojawiają się szybko i z przekonaniem: zła ocena sytuacji przez rodziców, naruszenie standardów przez instruktora, nieodpowiedni udział dziecka lub nieprzestrzeganie ustalonych zasad. Wyjaśnienia te przynoszą emocjonalną ulgę. Przywracają porządek w wstrząśniętym światopoglądzie, lokalizując problem w konkretnym i możliwym do opanowania miejscu.
Psychologowie opisują to jako nadawanie sensu: ludzką potrzebę przekształcania chaosu w spójną historię, która wydaje się przewidywalna i kontrolowana. W nurkowaniu nadawanie sensu często udaje analizę bezpieczeństwa, ale jego podstawową funkcją jest raczej emocjonalne zamknięcie sprawy niż wyciągnięcie wnioskó.

Dlaczego pierwsza opowieść ma tak duże znaczenie (ale nie dla pogłębionego uczenia się)
W wielu przypadkach śmiertelnych wypadków podczas nurkowania, zwłaszcza tych z udziałem dzieci, pierwsza publiczna relacja pojawia się bardzo szybko. Może ona pochodzić z mediów społecznościowych, od instruktora, dziennikarza lub kogoś postrzeganego jako posiadającego wiedzę z pierwszej ręki. Niezależnie od źródła, ta pierwsza relacja wyznacza kierunek dalszej dyskusji.
Gdy tylko pojawi się wstępne wyjaśnienie
-„to było zaniedbanie”,
- „to było nieodpowiedzialne rodzicielstwo”,lub
–„to nigdy nie powinno było mieć miejsca”
Alternatywne interpretacje z trudem zyskują popularność. Każdy, kto przedstawia inne spojrzenie, nie tylko dodaje niuansów, ale podważa powstające ramy moralne. Dowody schodzą na drugi plan w stosunku do lojalności, a dyskusja po cichu przesuwa się od zrozumienia tego, co się wydarzyło, do obrony tego, kto miał rację.
W tym momencie nauka staje się trudna, nie dlatego, że brakuje faktów, ale dlatego, że wzrosły społeczne koszty kwestionowania tej narracji.

Kiedy przekonania przestają być tylko ideami, a stają się częścią tożsamości
W tym momencie do gry wkracza dysonans poznawczy. Dysonans poznawczy to psychologiczny dyskomfort, którego doświadczamy, gdy nowe informacje stoją w sprzeczności z naszymi przekonaniami, wartościami lub obrazem samego siebie. Teoretycznie sprzeczne dowody powinny skłonić nas do zaktualizowania naszych przekonań. W praktyce jednak, jak wykazał już kilkadziesiąt lat temu Leon Festinger, ludzie często reagują raczej racjonalizowaniem tych dowodów.
W nurkowaniu przebiega to w przewidywalny sposób. Jeśli wierzę, że standardy mojej agencji są solidne, że mój program szkoleniowy kształci bezpiecznych nurków lub że moja tożsamość zawodowa opiera się na ochronie innych, to wypadek śmiertelny z udziałem dziecka przeszkolonego w ramach tego systemu stwarza problem wykraczający poza kwestie proceduralne.
Zagraża to mojej tożsamości.
W tym momencie zmiana mojego punktu widzenia nie polega już tylko na zrewidowaniu opinii; wydaje się, że przyznaję, iż coś, co jest kluczowe dla tego, kim jestem jako rodzic, instruktor lub profesjonalista, może być wadliwe. Psychologicznie jest to bolesne. Racjonalizacja staje się łatwiejszą drogą.

Racjonalizacja a złudzenie uczenia się
Racjonalizacja często brzmi jak przemyślane rozumowanie. Posługuje się językiem bezpieczeństwa i doświadczenia. Stwierdzenia takie jak
- „to był odosobniony przypadek”
- „system działa, jeśli się go przestrzega” lub
- „nie da się zaprojektować szkolenia na każdą ewentualność”
na pierwszy rzut oka wydają się rozsądne, jednak służą one przede wszystkim ochronie systemu przekonań, a nie jego podważaniu.
Festinger zidentyfikował trzy warunki, które zwiększają prawdopodobieństwo racjonalizacji: silna osobista identyfikacja z przekonaniem, przynależność do grupy społecznej, która je podziela, oraz publiczne zaangażowanie w to przekonanie. Współczesna kultura nurkowa wzmacnia wszystkie trzy czynniki. Media społecznościowe umożliwiają szybkie dostosowanie się do grup o podobnych poglądach, publiczne wyrażanie opinii jest normalizowane, a opinie szybko się utrwalają po ich wyrażeniu.
W tych warunkach nowe informacje rzadko są oceniane neutralnie. Są one filtrowane przez potrzebę zachowania spójności z tym, kim według nas jesteśmy.

Dlaczego wypadki śmiertelne z udziałem dzieci są szczególnie wstrząsające
Śmierć dzieci potęguje ten proces, ponieważ podważa niektóre z naszych najbardziej pocieszających przekonań. Zmusza nas do zmierzenia się z możliwością, że dobre intencje, doświadczenie, standardy i troskliwy nadzór mogą mimo wszystko współistnieć z niedopuszczalnymi skutkami. Jest to myśl głęboko niepokojąca, zwłaszcza dla tych, których rolą jest ochrona i przewodnictwo innym.
W tym kontekście obwinianie zapewnia moralny komfort. Jeśli ktoś wyraźnie przekroczył granicę, to sam system pozostaje nienaruszony. Jeśli wina leży po stronie jednostki, reszta z nas może się pocieszać, że zachowalibyśmy się inaczej.
W tym ujęciu gubią się warunki systemowe, które kształtują zachowanie: obciążenie pracą instruktorów, presja czasu w okresie świąt, różnice w autorytecie między rodzicami a profesjonalistami, ograniczona zdolność dzieci do wyrażania stresu, znormalizowane odchylenia, które wydają się łagodne, oraz presja komercyjna lub społeczna, która w ukryty sposób wpływa na decyzje. Czynniki te rzadko pasują do narracji skupionej na obwinianiu, a jednak często to właśnie one stanowią podstawę zapobiegania.

Nauka wymaga poczucia bezpieczeństwa psychologicznego, a nie pewności
Jeśli społeczność nurkowa poważnie podchodzi do kwestii ograniczenia ryzyka przyszłych wypadków śmiertelnych, zwłaszcza tych z udziałem dzieci, musi zapewnić bezpieczniejsze warunki do kwestionowania istniejących systemów bez narażania tożsamości poszczególnych osób. Oznacza to oddzielenie osądu moralnego od procesu uczenia się, przejście od patrzenia „w dół i do wewnątrz” do spojrzenia „w górę i na zewnątrz”, spowolnienie pędu do osiągania pewności oraz stworzenie przestrzeni do zadawania pytań o to, jak i dlaczego dane działania miały sens w tamtym momencie, biorąc pod uwagę warunki, w jakich ludzie działali. Niewiele jest osób, które przychodzą do pracy z zamiarem wyrządzenia krzywdy lub szkody, niezależnie od wyniku.
„To było oczywiste!”, słyszymy to wielokrotnie, a jednak gdyby to było oczywiste i wynik był znany ze 100% pewnością, to nie zrobiliby tego, co zrobili. Nie zawsze można to przewidzieć, zwłaszcza gdy tak wiele zdarzeń jest tłumionych (aktywnie i biernie), przez co nie słyszymy o sytuacjach, w których o mało co nie doszło do wypadku.
Nie chodzi tu o usprawiedliwianie zachowań ani obniżanie standardów. Chodzi o uznanie, że wyniki wynikają z interakcji między ludźmi, kontekstem, zadaniami i narzędziami, a nie z izolowanych decyzji podejmowanych w próżni.
Najważniejszym pytaniem po wypadku śmiertelnym nie jest „Kto zawiódł?”, ale „Czego to zdarzenie uczy nas o tym, jak faktycznie działa nurkowanie, a nie o tym, jak wyobrażamy sobie, że działa?”.
Dopóki nie będziemy gotowi zmierzyć się z tym pytaniem, zwłaszcza gdy odpowiedzi są niewygodne, będziemy nadal generować szybkie historie, mocne opinie i ograniczoną naukę. A koszt tego,jak wielokrotnie pokazuje nam historia, nie jest abstrakcyjny.
Czasami jest to dziecko.


